Uzewnętrznianie

„Nie masz bloga – nie wiem, o czym myślisz…” (z serialu „dr House”)

Jak to jest,  że w jednym miejscu w sieci tak wiele osób uzewnętrznia swoje myśli, ukazuje emocjonalny ekshibicjonizm i wylewa za pomocą kilkudziesięciu klawiszy to, co siedzi najgłębiej w zakamarkach duszy? Często słowa zawarte w internetowym pamiętniku są zamkniętym azylem, o którym nie wiedzą nawet najbliżsi. Nie są świadomi naszych emocji, przeżyć, uczuć, a my chowamy to wszystko pod maską codzienności, przyklejonego na twarzy uśmiechu i wesołego oblicza. Łatwiej nam się otworzyć przed naszymi czytelnikami – dziesiątkami osób, których oczu nigdy nie ujrzymy, nie zasmakujemy ich dotyku, nie będziemy mogli dostrzec grymasu ust. Pozornie obcy, a tak naprawdę niejednokrotnie zdecydowanie bliżsi niż ktokolwiek inny, znający nasze najskrytsze tajemnice. Dzielimy się z nimi tym, co najintymniejsze, swoimi lękami, obawami, problemami, rozważaniami, radościami. Czemu taka otwartość nie towarzyszy nam w codziennym, realnym życiu?

Edit: Przeszłość w rodzaju męskim odezwała się w momencie, gdy wydawało się, że wszystko się ustabilizowało i wyciszyło.

Echa przeszłości

Zawsze wierzyła, że jest w stanie zmienić przyszłość, wpływać na jej kształt. Nie uświadamiała sobie jednak do końca, że przeszłości nie odmieni, że ona zawsze będzie oddziaływała na to, co jest, co będzie. Rozpamiętywała pewne sytuacje, życiowe porażki. Większe i mniejsze upadki, błędy. I jedną-  tę, której nie mogła wyrzucić z pamięci. Nie zapomniała, choć bardzo chciała zapomnieć. Była to zwyczajna, banalna, bezsensowna pomyłka. Jak błąd w druku. Niemożnością było jednak skorygowanie czarnego atramentu na nieskazitelnej bieli kart życia, powstała coraz większa plama, doprowadzając do rozerwania kruchych więzów. Obawiała się, że przeszłość odezwie się w najmniej oczekiwanym momencie, brudząc barwny pejzaż szarością i czernią. Zapchać tę czarną dziurę. Zapchać, uszczelnić i tak żyć, aby się więcej nie otworzyła. Sądzisz, że to możliwe? Zamknąć pewien rozdział, całkowicie się od niego odciąć, spalić mosty, wyrzucić z pamięci i żyć, jak gdyby nic się nie stało? Czy przebaczyć jest łatwiej niż zapomnieć?  Czy jeżeli coś zostało nam wybaczone, zostanie również zapomniane? Podobno błędy się dla ciebie liczą. Nie wyrzucasz ich ani z życia, ani z pamięci. A co, jeżeli i w tym przypadku przeszłość odezwie się głośnych echem, da o sobie znać.

Carpe diem

Chwytaj marzenia. Pielęgnuj przyjaźnie i ważne dla Ciebie relacje. Mów, że kochasz, tęsknisz, pragniesz. Szepcz, czego chcesz. Nie broń się przed płaczem. Okazuj, że Ci zależy. Sięgaj gwiazd i nieba. Wznieś się na wyżyny swych możliwości. Nie rezygnuj z celu. Żyj teraźniejszością i przyszłością. Nie oglądaj się w przeszłość. Zamknij rozdziały, które winny zostać zamknięte. Spal za sobą bolesne mosty i nie wracaj do nich. Zburz postawiony wokół siebie mur. Otwórz się na uczucia. Tańcz podczas deszczu, śpiewaj na ulicy. Kup dla siebie jakiś drobiazg. Spójrz w lustro i uśmiechnij się do siebie. Zadzwoń do przyjaciela. Wyjdź na spacer i delektuj się słońcem. Złap głęboki oddech i zapomnij o problemach. Nie zawracaj sobie głowy czymś, co nie jest tego warte. Posłuchaj ulubionej piosenki. Zaparz kubek ulubionej herbaty. Zjedz coś słodkiego, co najbardziej lubisz. Spraw sobie jakąś małą radość. Złap szczęście, które jest gdzieś na wyciągnięcie ręki. Chwytaj dzień.

Bieszczadzkie Anioły

Ostatni tydzień był tym, co polecam każdemu. Kilkunastostopniowy upał, Słońce otulające twarz i resztę ciała, piesze, kilkugodzinnewycieczka po górskich szlakach, wspaniale towarzystwo potrafiące rozweselić każdego, całodzienne przebywanie z kimś dla siebie ważnym, niezapomniane widoki, blogi spokój i relaks. Kilka dni w Bieszczadach niesamowicie nas wszystkich wyciszyło, udało się oderwać od miejskiego zgiełku, a zmartwienia pozostały daleko.  Nie obyło się bez odwiedzenia kilku szczytów, co jest lekko odczuwalne fizycznie. Pogoda rewelacyjna, wszystkie dni upalne isłoneczne, udało się nawet opalić. A na szczycie zabrzmiały zagrana na flecie melodia Janosika :)

Czułam…

Ten dzień zmienił wszystko. Jedna rozmowa i rozsypałam się w drobne cząsteczki. Czułam, jak każdy atom mojego ciała i duszy spada w przepaść. To tak, jak byś odczuwał ze zdwojoną siłą lot tysięcy, może nawet milionów elementów zrzuconych z Mount Everest, na które oddziałuje grawitacja Ziemi.  Spadasz – coraz szybciej i szybciej; powietrze stawia niewielki opór – a ty nic nie możesz zrobić. Chciałam wzbić się ponownie w górę, jednak siła przyciągania była znacznie silniejsza i nic jej nie mogło powstrzymać. Wydaje ci się, że przekraczasz niedozwoloną prędkość. Ale czy możliwe jest spadanie szybciej od światła? A to wszystko przez niego. Uczynił mnie najnieszczęśliwszą kobietą pod Słońcem. Najpierw dał to, co najlepsze, by później wszystko odebrać.

Już pierwszego dnia swoim spojrzeniem stopił lód mojego serca. Nawet temperatura za oknem była do tego idealna – neutralne 0*. I w klatce piersiowej zamiast przerażająco zimnej bryły czuć było powoli kapiącą wodę. Wodę, która pod wpływem każdego kolejnego słowa zaczęła ogrzewać wszystkie komórki ciała. Z każdym dniem temperatura rosła i rosła, by w końcu osiągnąć apogeum. Tak – zakochałam się! Serce w 100* zaczęło wrzeć, przyprawiając o typowe objawy, zarówno dla miłości, jak i grypy: wszechogarniające ciepło, dolegliwości żołądkowe, rozkojarzenie.

Na początku wszystko wydawało się wręcz idealne – Słońce świeciło idealnie nad nami, wiatr wiał w odpowiednim kierunku, biel rozszczepiała się na setki wspaniałych kolorów, malując szarą rzeczywistość w barwach tęczy. A my byliśmy prawie idealni, tak do siebie podobni, niemal identyczni. Zapomniałam jednak, że magnetyzm nie działa w ten sposób: dwa takie same bieguny nie mają możliwości zespolenia, zetknięcia ze sobą; może dojść wyłącznie do odpychania. Kierunek ten sam. Zwrot jednak inny…

_________

Fikcja literacka :)
___________
28.04 - 3.05: Bieszczady! :)

„Kobieto, puchu marny…”

Jestem tylko kobietą. Delikatną konstrukcją niczym ze szkła, którą tak łatwo zranić, zarysować i stłuc na setki kawałków. Obrażam się czasem bez powodów. W każdym słowie, zdaniu i dłuższej wypowiedzi doszukuję się drugiego dna. Nie mówię wprost, czego oczekuję mając nadzieję, że inni się domyślą. Chętnie okazuję swoje emocje i uczucia, zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Boję się przyszłości i często o niej rozmyślam. Już w początkowej fazie zakochania zastanawiam się, jak będzie wyglądał ślub i czy ta historia zakończy się baśniowym szczęściem. Marzę o założeniu rodziny i byciu dla kogoś księżniczką. Niekiedy zachowuję się irracjonalnie, częściej słuchając głosu serca niż rozumu, kierując się impulsem, chwilą i spontanicznością. Jestem jak dziecko. które potrzebuje niemal 100% uwagi. Potrzebuję zapewnień o uczuciach i zaangażowaniu. Jestem naiwną istotą, która łatwo daje się omotać czułymi słówkami, komplementami. Wierzę w ludzi. Płaczę, gdy jest mi smutno i źle, niekiedy też bez powodu. Dużo mówię, czasem bez sensu i potrzeby. Najpierw zrobię, później zastanowię się, czy było warto. Lubię romantyczny nastrój. Wzruszam się na filmach, przy ckliwych piosenkach czy książkach.

Jestem tylko kobietą. Ze wszystkimi swoimi ułomnościami.

 

Szczęście

Smakowałeś kiedyś szczęście? Nie to chwilowe, dające się opisać w czekoladzie, mambie o smaku coli czy ulubionym kubku herbaty malinowej? Chodzi o to prawdziwe, prawie, że permanentne szczęście, kiedy czujesz, że znajdujesz się we właściwym miejscu o odpowiedniej porze. Patrząc w niebo widzisz cały firmament gwiazd składających się w niesamowite konstelacje. Każda, nawet ta najmniejsza gwiazdeczka zdaje się spełniać Twoje najskrytsze marzenia. Księżyc w całej swej okazałości, świecący jaśniej niż kiedykolwiek, zdaje się oświetlać tylko Ciebie; a w ciągu dnia czujesz ze zdwojoną siłą słoneczne promienie, mimo, iż jest ono schowane gdzieś pomiędzy chmurami. Zdaje się, że świat stoi przed Tobą otworem, a Ty bierzesz z niego to, co dla Ciebie przygotował – a jak na razie jego repertuar obfituje w same pozytywy. Los rozdał szczęśliwe karty i tym razem nie jest to blef, a najprawdziwsza wygrana. Życie zdaje się płynąć odpowiednim nurtem, wkroczywszy po wielu meandrach na idealne tory. Deszcz ucichł, przywołując na swoje miejsce wielobarwną tęczę zwiastującą zdecydowanie lepszy okres. Z Twojej twarzy nie znika najszczerszy uśmiech. A kiedy patrzysz w szmaragdowe tęczówki z zaciekawieniem wpatrujące się w Ciebie, w oczach zbierają się łzy szczęścia. A kolejne stronice życiowego scenariusza zapowiadają ciąg dalszy tego błogostanu.

„Chwilo, trwaj! Jesteś piękna!”

Wiosna, ach to Ty!

Spring

Pierwsze promienie słońca delikatnie muskają twarz, spowijając ją swym ciepłem. Zamknięte oczy pozwalają odciąć się na chwilę od zgiełku codzienności. Idąc tak wsłuchujesz się w dochodzące z zewnątrz odgłosy. Do uszu dochodzi subtelny szum wiatru, dający przyjemne uczucie chłodu. Coraz głośniej daje się słyszeć wesoły śpiew skowronków, zwiastujący rychłe przyjście wiosny. Do płuc miarowo dostaje się świeże powietrze, które uspokaja i wycisza. I nawet lekko siąpiący deszcz nie pozwala pokrzyżować planów i błogiego spokoju.

Uwielbiam wiosnę <3

„Miłość to najpiękniejsze uczucie…”

„Temat miłości jest nam znany już od wielu wieków. Zagadnienie to poruszali najwięksi filozofowie, pisarze, scenarzyści czy muzycy. Któż z nas nie zna najpopularniejszej ze scen w historii kinematografii, gdzie prosty chłopak Jack oddaje swoje życie za ukochaną kobietę – Rose? Ich płomienne uczucie przetrwało wszelkie przeszkody, trudności i brak akceptacji. Nawet śmierć kochanka nie przerwała jej uczucia. Wspomnienia nawet po kilkudziesięciu latach wciąż są żywe. Oczywiście „Titanic” Jamesa Camerona jest jednym z setek czy nawet tysięcy filmów o tematyce miłości. I w tym momencie nasuwa się pytanie: czym ona właściwie jest? Czy to naprawdę najpiękniejsze uczucie? Tak! I postaram się to udowodnić.

W tym jednym słowie zawiera się tyle skrajnych emocji: szczęście, radość, „motyle w brzuchu”, uśmiech, zadowolenie oraz ból, tęsknota, rozczarowanie i łzy. Takie połączenie – wszystko w jednym. To jedyne uczucie, które każdy postrzega bardzo różnie. Jedni pragną go przed wszystko, inni zaś chcieliby się go pozbyć. Według mnie miłość to pragnienie szczęścia dla drugiej osoby, ofiarowanie jej całego swojego życia. Czy to nie jest piękne? Kiedy sama rozmowa czy spojrzenie wystarczą, by na twarzy pojawił się uśmiech. Że słowa „będzie dobrze” stają się jak najbardziej realne. Tak, to jest piękne. Nie ma nic lepszego niż świadomość, że druga osoba jest dla Ciebie w stanie zrobić tyle, co Ty dla niej – czyli wszystko. Sądzę, że jeżeli przez miłość człowiek potrafi zrobić wszystko, to nie istnieje na świecie nic lepszego od niej.

Możemy o niej mówić ciągle i ciągle, ale prawda jest taka, jak powiedział Andrzej Sapkowski: „O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki…”

Rozprawka mojej siostry na język polski :)

Głupota ludzka

„Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.” Albert Einstein

W swoim krótkim żywocie spotkałam wiele osób. Część z nich odeszła przez upływ czasu i nasze drogi się rozeszły. Niektórzy stali się trwałym elementem istnienia, a różnorodne szlaki starły się w całość i zmierzają w podobnym kierunku, idąc przy sobie. Są również i takie osoby, które przemknęły lub trwają gdzieś w naszym życiu, ale mamy o nich raczej negatywne mniemanie. A może z bliskich nam bratnich dusz przemienili się we wrogów, których nie chcemy oglądać? Cała masa ludzi. Jednakże pewne jednostki działają na nas niczym płachta na byka; ich zachowanie drażni nas niczym najsilniejszy alergen, na który nie wynaleziono lekarstwa. Co takiego jest w ludziach, czego po prostu nie toleruję?

Dla mnie takim alergenem jest przede wszystkim dwulicowość oraz fałszywość. Uśmiechanie się do Ciebie, bycie bardzo miłym, a jak się później okazuje – obgadywanie Cię za plecami, różne plotki, pomówienia oraz dość mocne oskarżenia względem Ciebie oraz Twoich bliskich. Fałszywość związana również z interesownością. Koleżeństwo przecież nie polega na wykorzystywaniu drugiej osoby, a na zwykłym „byciu obok”. „Kiedy jestem głupi tolerują mnie, kiedy mam rację, wpadają w gniew.” Ostatnio o fałszywość sama zostałam oskarżona. A to tylko dlatego, ponieważ mam jakieś ambicje i staram się być w czymś dobra. Gdy jesteś uległy i wszystko idzie po myśli drugiej strony, jesteś najlepszym towarzyszem do wszystkiego, który zawsze wesprze i pomoże. Kiedy jednak masz swoje zdanie i raz, drugi zaczniesz być asertywny, to już coś jest nie w porządku. I zaczynasz być oceniany na każdym kroku, komentowany przez osoby, które tak naprawdę nie wiedzą o Tobie nic. Plotkują o Tobie tylko dlatego, iż nie podoba im się Twoje zachowanie; traci przez to najbliższe otoczenie, atmosfera robi się gęsta niczym mgła, którą można by było przeciąć nożem. Zaczynają być izolowane nawet osoby, które są bliżej Ciebie – ba, które z Tobą rozmawiają, są względem Ciebie pomocne i koleżeńskie. Drażni mnie także ukryta niechęć i brak wyrażania swoich przemyśleń. Nie każdy musi wszystko akceptować, jednakże udawanie, iż to jest super, a następnie bardzo mocne negatywne słowa to przesada. Przesada, która innych może bardzo wiele kosztować.