Time…

Czas nieubłaganie przepływa, wręcz przecieka przez palce. Kolejne minuty zamieniają się w godziny, a te kolejno w dni, następne tygodnie. Dzień za dniem umyka nie wiadomo, kiedy. W zatrważającym tempie.

„… A dni i noce czas wydziera jak kartki z kalendarza…”

Nie mam czasu. Nie mogę dzisiaj. Nie wyrobię się. Nie zdążę. Nie dam rady. Za dużo pracy. Jutro. W weekend. W następnym tygodniu. Później. Nie teraz.

Chorobą dzisiejszych czasów jest chroniczny brak czasu. Praktycznie każdy nie ma czasu. Na spacer. Siłownię. Książkę. Odpoczynek. Pomyślenie o sobie. Spotkanie z przyjaciółmi. Wyjście do kina. Do teatru. Na kawę. Na marzenia. Na realizację siebie. Na pobycie ze sobą.

A może to kwestia organizacji? „Pochłaniaczy czasu” typu gry, Internet, życie prywatne i towarzyskie za pomocą mediów społecznościowych? Albo chęci?

Nie mam czasu. (Nie chce mi się).

look inside

A może –  na przekór światu i samej sobie – zacząć ponownie cieszyć się tym, co mam?

Czas, którym dysponuję przeznaczyć na choć niewielki krok do doskonalenia siebie?

nie narzekać, nie marudzić, a po prostu – UŚMIECHNĄĆ SIĘ? Być miłą, radosną? Odnaleźć w sobie tą szcześliwą cząstkę?

Tak niewiele. I dużo zarazem. Ale warto.

Kim jestem?

>>Klik<<

M….!

Ostatnie dni, pełne rozmyślań, rozterek i rozważań cały czas nasuwają pytanie „Kim ja właściwie jestem? Gdzie jestem? Czy to jest moje miejsce?”

Próbuję wejrzeć wgłąb siebie i swojej duszy i odpowiedzieć przede wszystkim na pytanie „Kim”. Bo chyba gdzieś zagubiony został sens odpowiedzi.

Dorosła kobieta. Mężatka. Kobieta starająca się o swoje Maleństwo. Dziewczyna pracująca i spełniająca obowiązki przykładnej partnerki.

Aż (tylko?) tyle? Patrząc pozornie tyle zauważysz. Spójrz dalej. Dokładniej. „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Znasz to?

Jestem dziewczyną. A właściwie kobietą. Szczęśliwą. Kochającą. Marzycielką. Ale jestem też duszą bardzo ostatnio zagubioną. Zagubiona w swoich pragnieniach i marzeniach. Odrobinę samotna. Przyjazna dusza, którą znalazłam, została odsunięta. Tak powinno być. Ale smutno z tego powodu. Rozpoczęcie pewnego „projektu” również (może zbyt szybko) zostało przerwane. Czy słusznie? Nie wiem. Żal jest i rozdarcie „Czy warto było?”

Zagubiłam się gdzieś w tym, co bym chciała. Nie potrafię się poświęcić całkowicie rzeczom, które sprawiają radość i satysfakcję. Brakuje tego „zacięcia” oddania się hobby i zainteresowaniom. Część czasu mogąca zostać spożytkowana na coś wartościowego zostaje zmarnowana. Brak silnej woli do zmian i rozpoczęcia nowych wyzwań. A może lęk i strach przed reakcją? Brak odpowiedzi, czego się w życiu chce?

„Sama nie wiem czy siebie znam?
Tyle mego, to co się śni…

Czego wciąż mi brak?
Przecież wszystko mam…
Obcy ludzie mówią,
że tak zazdroszczą mi…
Czego wciąż mi brak?
Co tak cenne jest?
Że ta nienazwana myśl
Rysą jest na szkle…”

Czas

Pół roku, rok…. Stracona rachuba czasu od ostatniej obecności w tym miejscu. W miejscu, które kiedyś przyjmowało wszystkie Jej smutki, rozterki, ale również radości i nadzieje. Co się wydarzyło, zmieniło przez ten okres? Mnóstwo.. Wzloty i upadki. Nowe szanse, niewykorzystane. Radości, nie wszystkie docenione. Łzy. Zarówno szczęścia, jak i smutku. Mnóstwo uczuć i emocji – pozytywnych oraz negatywnych. Żal, złość, nostalgia przeplatane radością, szczęściem, uniesieniem. Wszystko. Kalejdoskop marzeń, snów i zdarzeń.

Powiało nostalgią. Ona chyba jest z natury nostalgiczna.

Rozstania i powroty – powroty i rozstania.

Chcę (??) tu wrócić?

_____

Zmiana stanu cywilnego. :)

XXI Wiek

Świat i rzeczywistość, w której żyję, składa się z wielu paradoksów. Jego ogrom przeraża mnie jednocześnie i zachwyca. Wspaniała jest jego złożoność, a jednocześnie przytłaczająca. Życie samo w sobie sprawia, że chcemy czerpać z niego jak najwięcej, ale boimy się tego działajàc asekuracyjnie. Śmiejemy się, gdy serce rozrywa się na milion drobnych kawałków. Uciekamy przed tym, o co z utęsknieniem walczyliśmy. Krok w przód sprawia czasem, że spadamy w dół, gdzie po upadku znajdziemy ukojenienie i upragniony spokój. Ból zamienia się w szczęście, a szczęście pokazuje to negatywne oblicze i zadaje rany. Swoje marzenia budujemy na krzywdzie innych, a radością nazywany to, co zakazane i złe. Realizacja pragnień sprowadza lament i łzy podczas, gdy znienawidzona rutyna i stagnacja – spokój i stabilizację. Naginamy i łamiemy zasady w imię zabawy i chwilowego ukojenia; ich dotrzymanie okupujemy zwątpieniem i wyśmianiem. Czas wolny poświęcamy na rzecz pracy i pogoni za lepszym jutrem, których konsekwencją jest samotność. Dążymy do ideałów, ktore nie mają racji bytu. Podziwiamy autorytety, które nie zasługują na uwagę. Miłość zastępujemy przelotnymi i niezobowiązujących znajomościami, tęskniąc nocami za bliskością i uniesieniami serca. To, do czego dążymy, czyni nas nieszczęśliwymi. Chcesz podążać zarówno w prawo, jak i w lewo. Nie zgadzasz sie z obecnym porządkiem swiata nie robiąc nawet najmniejszego kroku, który przybliży do zmian. Chcesz iść do przodu oglądając się ciągle w tył. Paradoks. Obecne czasy. Dorosłość.

Wybór czy domena naszej współczesności?

Po prostu „Żyj”

„Wyrzuć wszystko, co nie działa. Teraz. Weź i wynieś na śmietnik.

Buty, dajmy na to, w których się potykasz, jest ci niewygodnie – na śmietnik. Talerz ze starego serwisu, na którym już nic nie podasz – wystaw przed drzwiami, może ktoś weźmie. 
Karteczkę z dietą, przyczepiona na drzwiach lodówki (to już nawet nie jest śmieszne!!!)

Codzienne wieczorne rozmowy telefoniczne: „wyobrażasz sobie, co za koszmar!”, a ty: „Uhm! Koszmar!”, a sama przestępujesz z nogi na nogę, bo twój ulubiony serial zaraz się zacznie, kąpiel stygnie (pachnąca kąpiel po ciężkim dniu). Twoja znajoma (ta od telefonu) ma codziennie koszmar – po co ci to?

Wyrzuć słowa, które wypowiadasz rano do budzika: „jeszcze pięć minut”. Albo wstań od razu, albo ustaw pobudkę dla siebie, a nie dla sumienia. Nie działa!

Wyrzuć zwyczaj pocierania oczu, gdy są umalowane – albo się nie maluj, albo nie pocieraj – przecież oczy to boli!
Wyrzuty z powodu tego, czego dziś nie zdążyłaś zrobić – won. Nobody is perfect – powieś sobie na lodówce zamiast diety.

Wyrzuty z powodu przeszłych czynów, stosunków, znajomości, wyborów, które kiedyś zrobiłaś… Wyrzuty – won do diabła. Wszystko się zgadza. Co by się nie zdarzyło, to był jedyny prawidłowy wybór wtedy, w tamtej sytuacji. Żadnego żalu – tylko doświadczenie i wdzięczność. Żadnego rozmyślania „co by było, gdyby…” – albo rób, albo nie myśl. Spróbuj – jak się spodoba, to idź dalej. Lodowisko, nauka japońskiego, poznać kogoś, nowa praca, nowa fryzura, teatr… Jutro, dobrze? Choć jedną rzecz, ok? Zamiast rozmyślania, które trzeba wyrzucić.

Wyrzuć zwyczaj przepraszania po kilka razy. Wystarczy jedno szczere „przepraszam”, jeśli jest powód. Reszta to śmieci, balast.

Swetry, sukienki, dżinsy i inne badziewie, które ci nie pasuje, pogrubia, postarza – won! Żadnych „na działkę”, żadnego „do lasu”! Na przemiał! Przecież nie znalazłaś siebie na śmietniku – masz być zawsze piękna!

Wyrzuć „walizkowe relacje”, które są jak walizka bez rączki, co to i nieść ciężko i wyrzucić szkoda. Ręce ci jeszcze nie odpadły? Zdecyduj się i zamień je na eleganckie, z kółeczkami, takie, co same jadą ku radości wszystkich. Zrozumiałaś metaforę? Pięknie, lekko, komfortowo, pewnie.

Resztki kosmetyków, zbędne lekarstwa, przeterminowane kremy – won! Zasługujesz na świeże, dobre, najlepsze.
Obietnice, że „kiedyś” napiszesz, zadzwonisz, zrobisz, zaniesiesz, kupisz – jeśli wiszą ponad tydzień (no dobrze – dwa!) i nikt nie umarł, to znaczy, że są zbędne. Wykreśl. 

Słowa „nie umiem”, „nie znam się” – nie działają. Dowiedz się, naucz, poznaj albo zapłać temu, co umie. Przecież nie prowadzisz hodowli kompleksów, tylko chcesz żyć wygodnie, prawda?

Wspomnienia, z powodu których trzęsą ci się ręce i masz łzy w oczach – won! Jak wrócą – ponownie delete. Nie zatruwaj sobie życia. Było – minęło. 

Zwyczaj ciągłego ustępowania, bycia „grzeczną dziewczynką”, przemilczania, nawet gdy czegoś bardzo potrzebujesz, ale „co ludzie powiedzą” – wyrwij z korzeniami! Mów, proś, komentuj, wypowiadaj się – grzecznie i taktownie, ale zgodnie z własną wolą i o swoich potrzebach.

Strach przed starością, chorobą, przed nowym, wątpliwości co do swojej urody i wdzięku, brak wiary we własne szczęście – spakuj i spal, a popiół – na wiatr. To nie działa, nie pomaga. Przeszkadza żyć po ludzku.
Zepsute zapalniczki, długopisy, czajnik, kuchenkę – won. Kupisz nowe.

Zwyczaj przepieprzania czasu w internecie – wywal już teraz, zaraz, natychmiast!

Skończysz czytać – idź na spacer. Tam jest dobrze, jest świeży podmuch powietrza, słońce albo deszcz, zieleń albo śnieg. Przejdź się, pooddychaj, popatrz, posłuchaj, powąchaj.

To żyje.

To działa.”

_________________

Znalezione w internecie

Wind of change

Przebudzenie nastąpiło, przyczyna złego nastroju, chandry oraz obniżonego samopoczucia została ustalona. Co więcej – nadszedł czas, gdzie postanowione zostały zmiany.

Zmiany, dzięki którym zaczęła w końcu choć po części myśleć o sobie, zrobić coś dla siebie. Rezygnacja z nałogu, zamartwiania i zasmucania się, koniec z chorobliwą zazdrością, zadbanie o siebie i o bliskie relacje. I przede wszystkim zrobienie czegoś dla zdrowia.

Toteż bilet open na siłownię kupiony, kilka wizyt już było, teraz założenie: przynajmniej 3 razy w tygodniu ćwiczenia, uśmiech na twarzy i realizacja swoich celów oraz marzeń! :)

Przebudzenie

„Spróbuj widzieć świat pozytywnie”

W końcu nastąpiło przebudzenie. Otworzenie oczu i refleksja. Refleksja, zaduma i zrozumienie. To nie świat jest zły, nastawiony przeciwko niej. To nie ludzie jej unikają i nie chcą nawiązać bliższych relacji. To nie jest tak, że jest ignorowana. Że świat odwrócił się plecami do niej, drogi specjalnie układają się w skomplikowane meandry, a pogoda zwiastuje i przynosi sam deszcz. Problem tkwił całkiem w innym źródle. Wewnątrz niej. To ona nie dostrzegała zainteresowania, prób kontaktu. Nie widziała czytelnych gestów przyjaźni, miłości. Nie widziała szczęścia zgromadzonego wokół niej, mnóstwa uśmiechu i radości. Nie widziała dróg prostych prowadzących do celu, sama na siłę je plątała. Była mistrzynią domysłów, drugiego dna i czytania między wierszami nie widząc, że są to niestworzone domysły, scenariusze które nie mają szans na ziszczenie. Czarne barwy.

Kilka rozmów. Śmiech. Płacz, smutek i łzy. I zrozumienie, przebudzenie i „ogarnięcie”. Trzeba wziąć się za siebie, zacząć widzieć świat w jasnych barwach i przede wszystkim dostrzegać drobne gesty, radości. Korzystać z życia i cieszyć się nim. Dlatego też nadszedł czas zmian, szansa na zrobienie czegoś dla siebie. :)

„Gdzieś w każdym z nas jest dziecka ślad”

Szyba

Co dzień ta sama zabawa sie zaczyna i przypomina dziecinne Twoje sny…. Chcesz rozbić taflę szkła – a ona się ugina i tam są wszyscy, a naprzeciw – Ty…

Mała, zagubiona dziecina. Miliony myśli w głowie, dziesiątki scenariuszy oraz mnóstwo uczuć i emocji skrywających się głęboko we wnętrzu. Pełen zapał, entuzjazm i radość skrywane w środku, nie chcą, chyba juz nie potrafią dać upustu. Gdzieś zatracona radość i spontaniczność. Obawa przed wyśmianiem, byciem infantylną, dziecinną, niepoważną. Kilka lat walki o to, by się dostosować, być bardziej dojrzałą; teraz skutkuje to zagubieniem, zatraceniem własnego ja i tego dziecka w sobie, które było uwielbiane przez wiele osób. Coraz mniej uśmiechu na twarzy. Same pytania: o sens, o cel, o to czy warto. Rozterki. Szczęście tylko to ulotne, krótkotrwałe. (Nie)udawane. Chęć rozmowy i niemoc wypowiedzenia tego, co najgłębiej. Lęk. Strach. Meandry. Chcę, ale się boję. Nie chcę, ale powinnam, tak wypada, tak powinno zostać. Brak odwagi.

Czy (gdzie?) jest jeszcze ta dawna M., którą w sobie uwielbiała, ta uśmiechnięta, czasem zabawna, z błyskiem i szczęściem w oczach?